piątek, 17 lutego 2017

Kasia: Książki, książkami...dodatki, dodatkami, czyli słów kilka o książkowych gadżetach


mój insta @kasia_i_ksiazki
Na polskim rynku ostatnimi czasy znaleźć możemy różnego rodzaju książkowe gadżety:wielokolorowe etui na książki, etui na czytniki e-booków, rozwieracze do książek, ekslibrisy, zakładki, etc... Niby nic, a jednak przyciągają naszą uwagę i to właśnie im chciałabym poświęcić swój wpis.

Jak uchronić naszą książkę przed zniszczeniem? Owinąć okładkę gazetą? Nie. To już raczej może przejść do historii. Jakiś czas temu przeglądając instagram natknęłam się na przepiękne, materiałowe etui. Mają one pełnić funkcję ochronną, a przy okazji sprawić, że nasza książka ma wyglądać ładnie (nie chcę tu umniejszać oczywiście okładkom, które w dzisiejszych czasach są naprawdę fajne, ale czasem warto je zabezpieczyć przed np. zagięciem rogów, co mi osobiście zdarzyło się niejednokrotnie). Jest w czym wybierać. Na stronie Book Inn, każdy znajdzie wzór dla siebie - od ludowych, po marynarskie. Do wyboru, do koloru. 


Ten sam sklep internetowy oferuje ekslibrisy, czyli spersonalizowane stemple. Ten gadżet powinien znaleźć się również i w moim wyposażeniu. 
Czy nie zdarzyło Wam się nigdy, że pożyczyliście swoją książkę znajomemu i ślad po niej zaginął? Dosłownie jakby rozpłynęła się w powietrzu. Nawet Sherlock Holmes w tej podobnej sytuacji miałby problemy z odnalezieniem zaginionej książki (chciałoby się powiedzieć arki). Poniekąd mógłby to być nawet świetny materiał na powieść kryminalną.
Tymczasem leży ona gdzieś odłożona przez naszego znajomego. Jest spore prawdopodobieństwo, że zapomniał już dawno do kogo należała. To jest właśnie ten moment, w którym przechodzi ona na jego własność poprzez "zasiedzenie". Inaczej rzecz by się miała, gdybyśmy posiadali ekslibris. Po otwarciu pierwszej strony, znajomego oślepiłby blask naszego nazwiska. Jako, że do dziś do  mnie kilka książek nie wróciło, podjęłam decyzję o jego zamówieniu.

mój insta @kasia_i_ksiazki
Czy słyszeliście o Thumb Think? Mam go od jakiegoś czasu i...nie używam. Thumb Think to swojego rodzaju rozwieracz zakładany na kciuk (rozwieracz - o ludzie, co to za słowo, zakrawa o język ginekologów!), który pomagać ma nam w czytaniu książki. Fajny wynalazek, ale przy grubszych tomach sprawdza się słabo. Leży zatem zapomniany przeze mnie gdzieś na półce i łapie kurz ;)

Ale jest jeszcze jedna rzecz, bez której ja osobiście nie mogę się obejść. Cóż to takiego? Prosta sprawa - zakładka.  Bez zakładki ani rusz! Zazwyczaj używam tego, co mi akurat wpadnie w ręce - począwszy od samoprzylepnych karteczek, skończywszy na biletach. Najbardziej lubię magnetyczne. Wówczas wiem, że nie wysunie mi się ona z książki. Dzisiejsze księgarnie internetowe oraz inne sklepy oferują szeroką gamę zakładek. Nie ukrywam, że często daję się skusić na zakup. Zazwyczaj kosztują grosze. Ja niestety należę do gatunku niszczycielus destruktos zakładkus, dlatego też zakładki papierowe, nielaminowane szybko w moich rękach ulegają destrukcji i zniszczeniu. Jako, że drzemie we mnie dusza artysty, często sama tworzę zakładki. Poniżej kilka moich prac.

fot. https://www.facebook.com/MojaMalaTworczosc/

 A Wy macie jakieś swoje ulubione gadżety książkowe?
Czego jako zakładek używacie? Piszcie w komentarzach, chętnie się dowiem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz